piątek, 28 czerwca 2013

ROZDZIAŁ 16


- Dużo osób o nas pytało – zaczął. 
- Domyślam się – westchnęłam pokazując mu stronę internetową z plotkami na nasz temat i komentarzami na mój.
- Przykro mi – spuścił głowę. – Nie bierz sobie do serca tych komentarzy. Ludzie to idioci – objął  mnie, a ja oparłam głowę na jego ramieniu.
- Lena jest za silna by przejmować się takimi szczegółami – wtrąciła się Miśka, zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć.
Temat przeszedł na tych komentatorów i brak prywatności. 
- Dobra Słodziaki, kończę. Emilka do mnie przyszła i mamy jechać na rolki - uśmiechnęła się Michaśka wstając.
- Jaka Emilka? - zdziwiłam się.
- Nowa, z tańców. Jak wrócisz to musisz poznać wszystkie nowe- rzuciła. Przyjaciółka rozłączyła się z nami, odłożyłam laptopa i położyłam rękę na brzuchu Louisa i zaczęłam kreślić na nim różne kształty. Zaczął rozbawiać mnie dziwacznymi historyjkami, przez co cały czas się śmiałam.
Niesamowite jak mało potrzeba czasu by poznać i pokochać drugiego człowieka. Jak niewiele potrzeba, by uzależnić się od jego głosu i bliskości. Nigdy nie byłam w nikim naprawdę zakochana. Dziwne wiem. Zawsze to tata był dla mnie najważniejszym mężczyzną w życiu. Dla innych byłam niedostępna i chłodna. Czemu? Sama nie wiem. To uczucie, to coś wspaniałego.
Usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Otwarte! – krzyknęłam.
- Hej Lena! – usłyszałam w odpowiedzi głos Toma.

- Idę – wyszeptał Lou.
- Zostajesz – stwierdziłam.
- Idę.
- Ile ty masz lat by bać się mojego ojczyma? - spojrzałam na niego spod byka.
- Twenty twooo - odpowiedział kawałkiem piosenki Taylor Swift. Wyśmiałam go.-Nie boję się miśku, ale nie chciałbym takiej sytuacji jak przed drzwiami.
- Oj akurat Tom jest w porządku - skrzywiłam się.
- Ej chcę zamówić pizzę, jakie chcesz dodatki? - niespodziewane Tom wszedł do mojego pokoju. - Przepraszam nie wiedziałem, że masz gościa – speszył się,
- Tom, to jest Louis mój chłopak – powiedziałam, a panowie przywitali się ze sobą.
- To... z czym ta pizza? – spojrzałam pytająco na Lou.
- Obojętnie - odpowiedział.
- To za 10 min zejdźcie na dół – powiedział ojczym i wyszedł z pokoju zamykając drzwi.


***


- Od kiedy jesteście razem? - zapytał Tom podczas posiłku.
- Od niedawna - rzuciłam,
- Czemu nie mówiłaś? - ciągnął.
- Bridget dostałaby szału, a reakcji mamy się boję - zaśmiałam się, a Lou spojrzał na mnie porozumiewawczo, że on też sie boi.
- Nie powiem im - powiedział.- A jeśli przez Ciebie- zwrócił się do Louisa- moja córka będzie kiedykolwiek płakać, to poznasz mój gniew i żaden Twój ochroniarz Ci nie pomoże -pogroził mu palcem.
- Nie skrzywdzę jej, może być Pan tego pewien - uśmiechnął się Lou, a ja chwilkę po nim. Wierzyłam mu. Wiem, że przy nim zawszę będę bezpieczna i szczęśliwa. Przeraża mnie jedynie fakt, że nie będziemy mieli ani chwili dla siebie. Ciągle ktoś za nami będzie chodził, obserwował. Jak nie paparazzi to fani. No i ta ochrona. Wiem, że to dla ich bezpieczeństwa, no ale bez jaj. To się zaczyna robić irytujące, jeśli taki goryl idzie nawet za Tobą do łazienki. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos ojczyma.

- Jaki tam Pan. Lena mówi mi po imieniu, więc czemu Ty byś miał inaczej się do mnie zwracać? Tom jestem. – powiedział z uśmiechem. Posprzątałam ze stołu. Tom usiadł przed telewizorem, a my poszliśmy na górę. 
Lou zaczął przyglądać się mojemu pokojowi. Przyglądał się ramkom ze zdjęciami stojącymi na szafkach, o każde zdjęcie pytał. Jestem dość sentymentalna, dlatego wszystko co ważne muszę mieć na widoku. Miśka mówi, że przez mój pokój przypomina graciarnię, moim zdaniem, te wszystkie zdjęcia, drobiazgi (typu: naklejka, breloczek, bransoletka) nadają mojemu pokojowi charakteru.
- Mam świetny plan na jutrzejszy dzień- powiedział wesoło.
- Jaki ?
- Przyjadę po Ciebie około ... - zastanowił się- trzynastej. Pojedziemy do nas do domu posiedzieć z chłopakami w basenie, może jakiś spacer, a potem kino, restauracja i… - zawiesił głos.

- I…? – powiedziałam zdziwiona.

- Niespodzianka – uśmiechnął się cwaniacko i puścił mi oczko.
- Bosko! Lubię niespodzianki - odpowiedziałam przytulając się do niego.


***


 Ubrałam się w wcześniej naszykowane >ciuchy< i naszykowałam sobie dużą torbą, w której zmieściłam bikini i sukienkę do restauracji. Następnie zastanawiałam, czy zapakować szpilki czy baleriny,  lecz po krótkim namyśle wzięłam moje nowiutkie, czarne szpileczki od Christian’a Louboutin’a, które wysłała mi Miśka. Klasa musi być. Pakowałam właśnie ostatnie pierdoły, typu błyszczyk, jakieś kosmetyki do makijażu, szczoteczkę do zębów, gdy weszła do mnie Bridget.
- Gdzie idziesz ? - zapytała.
- Puka się - zauważyłam nie przerywając się szykować. - Wychodzę i tyle.
- Dobra, nie ważne - machła ręką.- Czemu wczoraj tak się odizolowałaś na plaży? I czemu tak zniknęłaś? Tak w ogóle, to gdzie byłaś?- zaczęła mnie wypytywać.
- Nigdy więcej nie zapraszaj mniej na przesłuchanie o chłopakach. Nigdy nie licz, że odpowiem Ci na jakieś pytanie o nich. I nigdy więcej nie wchodź bez pukania - rzuciłam oschło. Wkurzała mnie. Tak to taka milutka, a jak mama mnie ochrzaniała to nie potrafiła się odezwać.
- To nie było przesłuchanie. Jesteś dobrym źródłem, chciałyśmy się tylko czegoś powiedzieć. W końcu to nie moje zdjęcie jak liżę się z Louis'em lata po Internecie- spojrzała na mnie spode łba.
- Odpierdol się od mnie!  – wysyczałam.

- Mamie się to nie spodoba – powiedziała z cwaniackim uśmieszkiem.

- Zajmij się swoim tyłkiem i swoim życiem – wydarłam się i zadzwonił mi telefon. To Louis. Odebrałam. - Tak?
- Czekam pod domem Kotku- oznajmił.
- Już idę - rzuciłam i rozłączyłam się. - Wychodzę, wyjdź z mojego pokoju - nakazałam Bridget.



***



Weszłam do wskazanej przez Louisa łazienki by się przebrać. Założyłam >strój kąpielowy<, posmarowałam się kremem z filtrem, zabrałam moje czarne Ray Bany i wyszłam. Louis czekał pod drzwiami ubrany w spodenki kąpielowe. Na dłuższą chwilę zawiesiłam się przez widok jego boskiej klaty. Z transu wyrwał mnie głos ukochanego.

- Bosko wyglądasz – powiedział i chwycił moją dłoń. Poszliśmy do basenu. Zayn leżał na brzegu rozkoszując się dymem nikotynowym, a Liam pływał w jedną i drugą.

- Cześć! - przywitałam się. Mulat kiwną mi, a Payne nawet nie zauważył naszej obecności. - Gdzie Harry? - zapytałam Louis'a.
- Nie wiem. Niall'a też nie ma, ale on to pewnie coś je - odpowiedział.
Nagle poczułam, jak ktoś łapie mnie i podnosi biegnąc do basenu. Harry się odnalazł. Zaczęłam piszczeć, ale było za późno. Wskoczył do basenu. Zdążyłam jedynie nabrać powietrza i zamknąć oczy.
- Harry! Ty pojebańcu! - skrzyczałam go, śmiejąc się jednocześnie. Nagle, ktoś na mnie wpadł i znów znalazłam się pod wodą. Wynurzyłam się i przetarłam oczy. To Lou, wywnioskowałam, że wrzucił go Niall, bo śmiał się jak pojebany. Hazz zaczął śmiać się ze śmiechu Niall'a. Niespodziewanie Zayn wepchnął Niall'a do wody. Zaczęłam się śmiać. Najlepsze w tym, było to, że Niall miał w ręku kanapkę, która razem z nim wleciała do wody.
-Hahahaha - zaczęłam śmiać się razem ze Stylesem i Tomlinsonem.

Nagle Liam podpłynął pod Louisa, złapał go za nogi i ściągnął na samo dno. Chłopak wynurzył się i zaczął go chlapać i tak zaczęła się wojna. Wszyscy na wszystkich i każdy na każdego. Nic nie widziałam, tylko chlapałam gdzie popadnie, śmiejąc się przy tym. Co za debile. Niespodziewanie dostałam czymś w oko. Strasznie zaczęło mnie piec. Okazało się, że to pomidor, a raczej jego pozostałości z kanapki Horana. Miałam już dosyć więc chciałam jak najszybciej wyjść z basenu i złapać trochę słońca. Szybko wydostałam się z wody chwyciłam jakiś ręcznik i położyłam się wygodnie na leżaku obok Malika.
- Czemu nie jesteś w basenie? - zapytałam z ciekawości.
- Nie umiem pływać - rzucił gasząc papierosa. - Chcesz drinka? - zaproponował z uśmiechem.
- Nie, dzięki.
- To będzie najlepszy drink jakiego z życiu piłaś, obiecuję - położył dłoń na klatce piersiowej.
- No okej - uległam, a on uśmiechnął się szeroko.
- Z czym ?
- Pomarańczą - odpowiedziałam stanowczo poprawiając okulary.
- Ej! Wielki Zayn robi drinki! Chcecie ? - zawołał do szarańczy , która cały czas chlapała się i wydurniała.
- A zrobisz mi z kiełbasą ? - zapytał Niall zarzucając z lekka grzywą.
- E... skoro nalegasz - odpowiedział Mulat. Wszyscy chcieli drinki. Zayn poszedł do domu, a ja przyglądałam się chłopakom wygrzewając się na słońcu.
Wyjęłam telefon i zaczęłam nagrywać jak próbują zrobić piramidę. Hahaha. Nie mogli się dogadać co do kolejności, ani utrzymać równowagi, czysta parodia. Po chwili pojawił się Zayn z tacą z alkoholem. Podał mi moją szklankę. Stał tam też drink z kawałkiem kiełbasy. Zaśmiałam się.
- Chodźcie oszołomy! - zawołał. Czwórka wyszła z wody i nie wycierając się usiedli na leżakach. Patrzyłam jedynie na boskie klaty i motylka Harry'ego. Po chwili zamknęłam oczy i rozkoszowałam się napojem. Z mojego błogiego stanu wyrwał zimny dreszcz spowodowany przez Louisa,  który siedział obok mnie i swoją zimną od wody dłonią jeździł po moim ramieniu. Zdjęłam okulary i spojrzałam na niego zła. Ten nie przejmując się spoglądał na mnie swoim zniewalającym spojrzeniem prosto w moje oczy. Zaczynałam tonąć gdy wyciągnął mnie radosny krzyk Niall'a na widok swojego drinka. Chłopak napił się, lekko go wstrząsnęło, ale trzymał fason. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać, po czym Zayn przyznał, że to tylko whisky  z kawałkiem kiełbasy. Gdy Horan wypił już cały alkohol ze szklanki krzyknął:

- Idę po ketchup – wszyscy się śmialiśmy, a ten nie zważając na nic zniknął w domu.
- Cukiereczku zrób sobie ze mną zdjęcie - niespodziewanie rzucił Hazz. Zgodziłam się i zaczęliśmy robić sobie dziwne 'sweet focie' jego telefonem. Po chwili wszyscy robiliśmy sobie dziwne zdjęcia.
Tommo  wziął mnie na barana. Odruchowo krzyczałam. Lou zaczął biegać wokół basenu, a Liam robił nam zdjęcia. Po niedługiej chwili Harry wziął Niall'a, który niedawno wrócił, na barana i zaczął nas ganiać. Dzikusy. Lataliśmy w kółko, aż w końcu Louis wskoczył ze mną na plecach do basenu. Gdy się wynurzyłam wpadł na mnie Harry. Było mi strasznie zimno więc znowu udałam się na leżak.

- Która godzina misiu? – spytał Louis spoglądając na mnie z basenu.

- Koło 16 – powiedziałam spokojnie.

- Kurwa! – powiedział pod nosem i szybko wyszedł z basenu. – Za godzinę jedziemy – Tym razem ja się zerwałam i udałam się do pokoju Louisa, w którym miałam swoją torbę. Zabrałam najpotrzebniejsze kosmetyki i udałam się do łazienki.





***Oczami Louis'a***

 Nie mogłem oderwać od niej oczu. Była ubrana w piękną >sukienkę<, w której wyglądała olśniewająco. Uśmiech nie schodził mi z twarzy, jej również. Po kinie, zgodnie z planem, zabrałem ją do restauracji.
Zajęliśmy zarezerwowany stolik w rogu pod oknem, tak aby nikt nam nie przeszkadzał. Odsunąłem jej krzesło, aby usiadła, a potem zająłem miejsce na przeciw.
- Mówiłem Ci już, że ślicznie wyglądasz? - spojrzałem w jej czekoladowe oczy i rozpłynąłem się w tym zniewalającym spojrzeniu.
- Dzisiaj, tylko dziewięć razy- zaśmiała się.
Kelner przyniósł nam wino i zaczęliśmy rozmawiać. Przyznała, że chciałaby, aby w jej domu panowała taka atmosfera jak u nas. Rozmawialiśmy dość długo na najróżniejsze tematy. Z tą dziewczyną rozmowa zawsze się klei ,a czas przelatuje jak piasek przez palce.
Nagle podeszły na nas jakieś dwie dziewczyny. Westchnąłem, widząc, że to moje fanki. Rozumiem, dla nich to wielka euforia spotkać, któregoś z nas, ale teraz? Gdy jestem z Leną? Ogółem kocham moich fanów, są najważniejsi. To dzięki nim zaszedłem tak daleko, no ale bez jaj. Randka nie jest dobrym momentem do podpisywania płyt.
- Louis zrobisz sobie z nami zdjęcie? - zapytały wyciągając aparat.
- Nie widzicie, że jestem z dziewczyną?- odpowiedziałem ciężko spoglądając przepraszająco, na cięgle pogodną Lenę.
- Kochanie nie rób scen- wstała. - Dajcie ja wam zrobię - zwróciła się do fanek.
Zrobiłem sobie z nimi kilka fotek i podpisałem im płyty. Uradowane odeszły. Kiwnąłem do kelnera, a ten przyniósł duże pudełko oraz oznajmił, że za chwilkę przyniesie nasze zamówienie i odszedł.
- Misiaczku ... - zacząłem wyjmując z marynarki kopertę - ... doczekałaś się niespodzianki - położyłem ją na pudełku. Spojrzała na mnie ze zdziwieniem.


_________________________________

A siema siema :D 


No więc mamy już rozdział 16... Boże jak ten czas szybko leci... pamiętam jak zaczynałyśmy dopiero tworzyć bloga, pierwsze rozdziały, szukać bohaterów... A teraz? Jest 16 rozdział i 8 obserwatorów... Boże dziękujemy wam za to, że jesteście ♥ Hahahah a mi się wzięło na rozkminę xD No cóż czasem tak mam xD Mam dla was też jeszcze jedną informację... Otóż wczoraj dowiedziałyśmy się, że nasz blog został nominowany na 'Najlepszy blog edycja I'... żeby nam pomóc wystarczy wejść w >LINKi w komentarzu wpisać '2'. Z góry dziękujemy wam za każdy oddany głos na nas. Kochamy was i bardzo dziękujemy za każdy komentarz i każde wejście. To dla nas naprawdę wiele znaczy. Bez was nasze życie byłoby nudne... 


A wracając do rozdziału, jak wam się podoba? Jak myślicie co Lou ma dla Leny? 


Kochająca Hania ♥

wtorek, 25 czerwca 2013

ROZDZIAŁ 15



- Czy ty zdajesz sobie z tego sprawę, że się o Ciebie martwiłam? – zaczęła swoje kazanie.
- Przecież napisałam Ci sms’a, że nie wrócę na noc, to czego krzyczysz? Kolejny raz Ci powtarzam, że za dwa miesiące będę pełnoletnia!- odpyskowałam. Traktowała mnie jakbym była młodsza od Bridget.
- Gdzie ty spałaś i co to za koszulka? – zmieniła zestaw pytań przeplotując ręce na klatce piersiowej.
- Spałam u chłopaków, bo wróciliśmy późno i nie chciałam was budzić w nocy. A koszulka jest Louisa, jeśli tak bardzo Ci zależy żeby wiedzieć.
- Lena ja twoich dzieci wychowywać nie będę! – wybuchłam śmiechem.
- Ty… myślisz… hahaha… - nie mogłam powstrzymać głupawki. – Nie jestem dziwką, żeby się puszczać z pierwszym lepszym. Czy to już koniec przesłuchania? Mogę iść do siebie? – nie czekając na odpowiedź udałam się do pokoju. Rzuciłam się na łóżko.
Usłyszałam dźwięk sms’a. Ledwo się podniosłam i spojrzałam na wyświetlacz.
Było dość niezręcznie…. Mam nadzieję, że nie masz problemów :*
Bywało gorzej <3” – odpisałam.
Wzięłam prysznic. Gdy wyszłam z łazienki zauważyłam Bridget siedzącą na moim łóżku.
- Czego chcesz? - rzuciłam rozczesując włosy.
- Chciałam Cię przeprosić – przełknęła ślinę – Przeprosić za wczoraj. Nie chciałam Cię urazić- dodała.
Wytrzeszczyłam oczy. Milczała, ja też. Patrzyłyśmy na siebie w zupełnej ciszy.
- Czekaj, czekaj – otrząsnęłam się. – Przyszłaś do mnie do pokoju, aby mnie przeprosić i powiedzieć, że nie chciałaś? – mówiłam z niedowierzaniem. – Kto Ci kazał? Tom czy mama? – zapytałam krzyżując ręce na piersiach.
- Nikt! Sama przyszłam – uśmiechnęła się.
- Nie licz, że Cię przeproszę – burkłam.
- Okej, nie musisz.  Mam dla Ciebie propozycję – uśmiechnęła się.
- Tak?
- Chcesz wybrać się ze mnę na plaże? Jesteś strasznie blada – wskazała na moje nogi. Rzeczywiście były blade. Strasznie blade.
- Okej – zgodziłam się, nie miałam nic lepszego do roboty, a muszę zacząć pracować nad opalenizną.- Tylko daj mi się doprowadzić do porządku – zaczęłam suszyć włosy. Bridget pobiegła się szykować. Naciągnęłam na blade ciało proste, czarne bikini i >jakieś ciuchy<. Zapakowałam w torbę plażową nieduży ręcznik, krem z filtrem, portfel, słuchawki i wszystkie inne potrzebne kobiecie pierdoły.

***

- O hej! – zawołała Bridget do swoich przyjaciółek gdy szukałyśmy miejsca na plaży. „Głupia, serio myślałaś, że zechce spędzić całe popołudnie tylko z tobą?” – pomyślałam przewracając oczami.
- Cześć Bridget! Cześć Ljena! – zawołała cała trójka.
Rozłożyłyśmy się obok nich. Posmarowałam się kremem, wsunęłam słuchawki w uszy i nie wnikałam w toczącą się rozmowę. Oddałam się dźwiękom napływających do moich uszu. Uśmiechnęłam się gdy doczekałam solówki Louis’a. Poczułam się jakby śpiewał tylko dla mnie.  Po dłuższej chwili Anne i ( jedna z przyjaciółek mojej siory) szturchnęła mnie.
- Opowiesz nam o chłopakach z One Direction? – zapytała Marry, gdy wyjęłam słuchawki z uszu. Wszystkie cztery patrzyły na mnie z ciekawością. Dotarło do mnie po co Bridget mnie tu zaprosiła.
- Serio? Serio myślicie, że będę aż tak miła i zacznę wam o nich opowiadać? – patrzyły na mnie ze zdziwieniem. Włożyłam słuchawki  w uszy i wróciłam do przerwanej mi czynności.
- Chcecie coś do picia? – rzuciłam, chyba po godzinie. Pokiwały przecząco głowami. – A ja tak. Ide po jakiś mrożony napój! – zabrałam swoją torbę i ruszyłam wzdłuż plaży do jakiegoś baru.
Słońce pięknie grzało mnie w plecy. Powoli spacerowałam po plaży wsłuchując się w szum morza. Byłam już niedaleko baru gdy usłyszałam wołanie.
- Hej Ljena! – obróciłam się, ale nie zauważyłam nikogo znajomego. – Tutaj! – zawołały jednocześnie kręconowłasa brunetka i towarzysząca jej blondynka. To Daniele i Perrie!
- Cześć! Nie widziałam was – przywitałyśmy się.
-Powiem Ci mała, że figurę to Ty masz nieziemską – skomplementowała mnie Perrie.
- Dziękuję- uśmiechnęłam się szeroko. - I kto to mówi – spojrzałam wymownie na nią.
- Co robisz tutaj sama? – zapytała Danielle.
- Chciałam się poopalać, ale obecnie uciekam od mojej siostry i jej przyjaciółek, by nie opowiadać im o Louis’ie i chłopakach. Rozumiecie , chore Directionerki – pokiwały porozumiewawczo.
Zaprosiły mnie do siebie na koc. Nie zdziwił mnie fakt, że temat spadł na mnie i Lou.
- Cieszę się – rzuciła Daniele z uśmiechem, gdy opowiedziałam im o nas.
- Nie było was wczoraj do końca. Boże co się później działo! Zayn tańczył, gdy z Liam’em wnosiliśmy go po schodach. Niall śpiewał jakieś piosenki. Louis jak dziecko usnął w samochodzie, a Harry kłócił się z krzesłem! - zaśmiałam się.
- On jak się napije robi dziwne rzeczy. W sumie to zawsze robi dziwne rzeczy – stwierdziła Perrie.
- Jest jeszcze za młody, by panować nad sobą- dodała Dan.
- Ej o jest starszy ode mnie! – rzuciłam. Obydwie wytrzeszczyły na mnie oczy.
- To ile ty masz lat ? – zapytała blondynka.
- Za dwa miesiące skończę osiemnaście – odpowiedziałam, a ich źrenice jeszcze bardziej się rozszerzyły.
Gadałyśmy później jeszcze o mnie i moim pochodzeniu, życiu, planach itp. Po godzinie Perrie zaplanowała zakupy. Obie z Dan się zgodziłyśmy. Napisałam krótkiego sms’a do Bridget.
Wypadło mi coś ważnego. Nie czekaj na mnie.
Po 10 minutach weszłyśmy do zamówionej taksówki i ruszyłyśmy w stronę centrum handlowego.
- Dan masz sukienkę na sobotę? – spytała blondynka.
- Szczerze mówiąc nie… - skrzywiła się brunetka.
- Ja też nie… A ty Ljena masz już? – tym razem zwróciła się do mnie.
- A po co? Co w sobotę?– zdziwiłam się.
- Lou Ci nie mówił? – obie dziewczyny zrobiły wielkie oczy. Tylko pokręciłam głową.- Przecież jest premiera perfum i impreza. Gala, After Party, bez kiecki ani rusz– dokończyły.
- No to na co jeszcze czekacie? Do soboty zostały trzy dni a wy sukienek nie macie? Idziemy! – krzyknęłam.
- A ty masz mądralo? – zaśmiały się.
- A po co mi sukienka, na wieczór przed TV?– powiedziałam obojętnym głosem i ruszyłyśmy w stronę sklepów z sukienkami.
Przymierzyły dużo pięknych sukienek. Lecz nie znalazłyśmy tej odpowiedniej. Fajnie tak móc latać po najdroższym sklepie i wybierać co się żywcem podoba, nie patrząc na ceny. W końcu Perrie wybrała tą:>KLIK<, a Danielle za moją namową zdecydowała się na tą:>KLIK<
Gdy już wychodziłyśmy nagle brunetka przystanęła i zawołała mnie.
- Ljena przymierz tą sukienkę. Będziesz w niej wyglądała zjawiskowo! –powiedziała i wepchnęła mnie do przymierzalni. Faktycznie sukienka była przepiękna. Gdy tylko spojrzałam na metkę przeraziłam się. Szczerze mówiąc nie miałam jak na razie aż tyle kasy. Nie chciałam się zadłużać.
- Ljena! Pokaż się! – usłyszałam wołanie zza przymierzalni.
Otworzyłam drzwi.
- Wow!  - wyszczerzyły się. – Wyglądasz nieziemsko.
- Jaki masz numer buta? – zapytała Perrie. Odpowiedziałam, a tamta zniknęła gdzieś w sklepie. Po chwili pojawiła się z pięknymi czarnymi szpilkami. - Przymierz! – podała mi buty. Posłusznie wsunęłam  stopę w buty. Przejrzałam się w lusterku, całość wyglądała bosko. Miałam jednak przed oczami cenę kreacji.
- Dobra przebieraj się. Musimy się zbierać. – rzuciła Dan patrząc na zegarek.
Przebrałam się i wyszłam z przebieralni. Odłożyłam buty i odwiesiłam sukienkę na właściwe miejsce. Dziewczyny spojrzały na mnie jak na idiotkę.
- Co ty do cholery robisz? – wydarła się Perrie. Poczułam, że wszyscy na nas patrzą, a ja robię się malutka.
- I tak nie będę miała gdzie jej założyć – rzuciłam wychodząc ze sklepu.

***

W taksówce wymieniłyśmy się telefonami. Bardzo polubiłam Danielle i Perrie. Niby znałyśmy się jeden dzień, spędziłyśmy razem jedno popołudnie i byłyśmy na jednych zakupach, a już miałam wrażenie, że wiem o nich wszystko. Obydwie były bardzo miłe i zabawne, mają dystans do siebie i otaczającego ich świata. Lubię taką postawę u ludzi. 
Weszłam do domu. Przywitała mnie mama z Bridget, które właśnie gdzieś wychodziły.
- Gdzie się szwendałaś? Chciałam trochę naprawić nasze relacje! Zbliżyć się do Ciebie, a Ty co? Zostawiasz Bridget samą na plaży i wracasz po osiemnastej. Co za nieodpowiedzialność! I Ty mówisz, że jesteś dorosła? – zaczęła wytykać mi matka. Bridget po cichu przyglądała się całemu zdarzeniu, lubiła patrzeć jak dostaję ochrzan.
- Nieodpowiedzialne to by było gdybym nie napisała jej sms’a – zauważyłam i ruszyłam w stronę kuchni, byłam strasznie głodna.
- Idziemy na zakupy. Zabrałabym Cię gdybyś nie zachowywała się tak niedojrzale – wycisnęła przez zęby rodzicielka i wyszły trzaskając drzwiami.
Mi pasowało. Podgrzałam sobie zamrożone pierogi, zjadłam. Wzięłam kiść winogrona i poszłam do siebie.
Rzuciłam się na łóżko i włączyłam laptopa. Od razu zadzwoniła do mnie Miśka. Jakby tylko czekała, aż zrobię się online.
- Czemu Ty mi o niczym nie mówisz? Wszystkiego muszę dowiadywać się z jakiś plotkarskich stron? – zaczęła mi zarzucać. – Myślałam, że komu, jak komu, ale mi to powiesz, że masz chłopaka.
- Przepraszam Cię! Nie było kiedy. Tyle się dzieje, że sama się gubię – zaczęłam się tłumaczyć. – Z jakiej strony?
Przyjaciółka wysłała mi linka. Zaczęłam czytać na głos:
Po raz kolejny Louis Tomlinson z One Direction był widziany z pewną brunetką. Dalej nie wiadomo kim jest ta dziewczyna. Jedno jest pewne, tych dwoje coś łączy. Widziano ich dzisiaj razem całujących się. [zdjęcie]. Czy to wakacyjna miłość, czy coś poważniejszego? Dlaczego Louis nie przedstawił światu wybranki swego serca? Kiedy to zrobi?
Trochę mnie zatkało. Skąd oni to wiedzą? Boże ludzie nie mogą już mieć prywatności? Oczywiście byłam ciekawa komentarzy. Zjechałam na dół i zaczęłam czytać.
Odpierdol się od niego dziwko!
Ale GRUBAS !
Pewnie leci tylko na jego kasę… żałosna pinda -.-"
Było tego więcej, lecz nie miałam już ochoty czytać jaka to ja nie jestem.
- Jesteś zbyt silna i zbyt dobrze znasz poczucie własnej wartości by przejmować się tymi komentarzami, prawda? – zaczęła Miśka gdy zauważyła lekki grymas na mojej twarzy. Przytaknęłam. Miała racje. Nikt nie ma prawa mnie oceniać, a tym bardziej ktoś, kto mnie wcale nie zna.
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie miałam siły wstać, więc wydarłam się.
- Otwarte! – usłyszałam otwierające się drzwi. – Jestem na górze! – Usłyszałam jak ktoś wchodzi po schodach.
- Tom to Ty? – zapytałam po chwili. – Czekaj Miśka, to chyba nie Tom. Pójdę zobaczyć – nie czekając na odpowiedź wstałam i podeszłam do drzwi. Nagle, drzwi otworzyły się i zobaczyłam w nich Louis’a.
 Nie zdążyłam zareagować, a ten przytulił mnie podnosząc lekko do góry.
- Nie miałeś przypadkiem pracować nad perfumami czy coś? – zapytałam gdy opuścił mnie na ziemię.
- Już skończyliśmy, więc chciałem zrobić Ci niespodziankę – odpowiedział.
- Lena! Jesteś? Nie ignoruj mnie! – krzyczała Miśka. Chłopak spojrzał na mnie dziwnie. Wyjaśniłam mu skąd dobiega ten głos. 






__________________________________
Hi ♥

Co sądzicie o takiej babskiej przyjaźni? Jak wam się podoba rozdział? O i właśnie, co myślicie o dodawaniu przez nas linków ze stylizacjami? 
Na prośbę Ewik została dodana wersja na telefon.
Serdecznie dziękujemy wam za każdy ciepły komentarz. Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile radości dają nam wasze słowa :)
Mam dla was małą niespodziankę. Mianowicie krótki filmik jak nasza kumpela wymawia Bridget i Zayn (przepraszam Zejn XD)
video

 O i jeszcze jedno. Kolejny rozdział w piątek/sobotę. Rozdziały we wakacje będą dodawane żadzej. Mamy nadzieję, że to zrozumiecie, bo każda z nas gdzieś wyjeżdża :)
Spadam mośki! 
Bye ♥
Jultek Xx

piątek, 21 czerwca 2013

ROZDZIAŁ 14


** Oczami Leny **

Tańczyliśmy z Louisem przytulanego. Tańczy nieziemsko. Delikatnie się kołysaliśmy w rytm muzyki, gdy nagle chłopak bardziej mnie przytulił. Spojrzał mi głęboko w oczy. Myślałam, że zaraz rozpłynę się w jego błękitnym i zniewalającym spojrzeniu. Nagle poczułam jego usta na moich. Delikatnie je musnął jakby chciał zadać pytanie. Byłam w szoku. Poczułam się niezręcznie, nie wiedziałam co robić. Serce mówi całuj, a rozum przystopuj. I te tysiące pytań pojawiło się w mojej głowie. Dlaczego ja? . Przecież wkoło niego kręci się tysiące piękniejszych dziewczyn ode mnie… Może mieć każdą… Lena! Przypomnij sobie co mówiła Ci Miśka! Jak chcesz to się poddaj, jak nie kopnij w jaja. Eh… ona i jej rady
Moje rozmyślenia przerwał smutny głos chłopaka.
- Przepraszam… - nie dokończył, przerwałam mu pocałunkiem. Chciałam, poddałam mu się. Czułam się cudownie. Jak w niebie. Chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że coś do niego czuję. Troskliwy, zabawny, odpowiedzialny, utalentowany, sympatyczny, no i przystojny – ideał.
Nawet nie wiedziałam kiedy znaleźliśmy się przy stoliku. Chciałam usiąść na swoim poprzednim miejscu, ale poczułam jak ktoś przyciąga mnie do siebie i momentalnie znalazłam się na kolanach Louisa. Ten mocno mnie przytulił, tak żebym mu nie uciekła. Nie miałam takiego zamiaru. Czułam się bezpiecznie.
- Kolejka dla wszystkich! – wydarł się Szelek. – A dla Ciebie sok pomarańczowy? – zapytał spoglądając na mnie.
- Wódka! – rzuciłam pewnie. Miałam nie pić, ale musiałam jakoś odreagować. Nadal nie wierzyłam w to co się stało. Myślałam, że to sen.
- Za nasze gołąbeczki! – wydarł się Liam spoglądając na nas. Chciało mi się piszczeć. Payne ku mojemu zdziwieniu też miał kieliszek w dłoni. Wypiliśmy i wszyscy poszliśmy tańczyć.
W klubie siedzieliśmy bardzo długo. Około godziny trzeciej w nocy, Hazz był już tak wstawiony, że kłócił się z krzesełkiem. Widziałam, że Louis też ma już dosyć, chodź dzielnie wywijał ze mną na parkiecie. Jest taki kochany. Starał się również trzymać fason. Danielle i Perrie pożegnały się jakoś po drugiej, więc z Liam’em – byliśmy chyba najbardziej trzeźwi z tego towarzystwa – przeciągnęliśmy ich do samochodu.
Przez całą drogę Niall śpiewał jakieś irlandzkie piosenki, Harry chrapał, a Lou opierał się o mnie półprzytomny mamrocząc coś pod nosem. Nie powiem było mi trochę niewygodnie. Podjechaliśmy pod ich dom. Pomogłam Liamowi wciągnąć ich do domu. Nie było łatwo!
- Dobra to ja zamówię taksówkę – powiedziałam, gdy już wszyscy panowie byli w swoich pokojach.
- Chyba sobie żartujesz! Nie będziesz jeździła taksówką sama i to jeszcze w nocy.
- To co mam zrobić? – powiedziałam zakłopotana.
- Zostań na noc. Pościelę Ci w pokoju gościnnym. No chyba, że chcesz u Louisa? – zaczęliśmy się śmiać. Zgodziłam się na pierwszą wersję i wyjęłam komórkę. Napisałam sms’a do mamy żeby się nie martwiła i udałam się na piętro. Chłopcy już zapewne dawno spali. Naprzeciw wyszedł mi Liam.
- Tutaj będziesz spała – wskazał na pokój po mojej prawej stronie. – Masz jeszcze ręcznik. Tylko będzie problem z ciuchami, ale możesz poszukać sobie w jakiejś szafie czegoś – uśmiechnął się.
- Hahaha dziękuję jesteś kochany –zaczęłam się śmiać.
Wzięłam szybki prysznic i naciągnęłam na siebie jakąś koszulkę prawdopodobnie Louis’a, bo była w paski. Położyłam się.
Chciałam zadzwonić do Miśki, by powiedzieć jej o wszystkim. Mój pierwszy w 100% udany pocałunek. Nie jakiś tam do bani z kimś przypadkowym. O mój Boże! Uszczypałam się ze trzy razy. Tak. Tak to prawda. To się stało. Przeszczęśliwa usnęłam.




***


Obudził mnie jakiś łomot zza ściany. Początkowo nie wiedziałam co robię w zupełnie obcym mi pokoju, ale po chwili wszystkie wiadomości z wczoraj do mnie wróciły. Wstałam, przetarłam oczy i wybiegłam na korytarz. 
Hałas dobiegł chyba z łazienki. Szarpnęłam za klamkę, drzwi były zamknięte. Przyłożyłam głowę bliżej by się wsłuchać. Jakieś szmery i nagle dość charakterystyczny odgłos wymiocin. Odskoczyłam jak poparzona. „Ktoś tu ma niezłego kaca” – pomyślałam i zeszłam na dół.
Zobaczyłam Liam’a i Zayn’a z kawą oraz Niall’a zajadającego się jakimiś chrupkami.
- O już wstałaś – przywitał mnie Liam.
- Co ona tu robi? -zapytał Zayn łapiąc się za głowę.
- Wciągałam Cie dziś w nocy po schodach, ale zapewne nie pamiętasz – zauważyłam puszczając mu oczko. – Macie coś do jedzenia? Głodna jestem – zajrzałam do lodówki.
- Chcesz jednego ? – rzucił Horan.
- Ja chce! – krzyknął Malik.
- Nie! – odsunął paczkę chipsów. – Ona jest gościem, a ty pijakiem, pijaku jeden! – wydarł się.
- Niall, do był najlepszy pocisk jaki kiedykolwiek słyszałam – zauważył ze stoickim spokojem Liam.
Zaśmiałam się pod nosem wyciągając mleko i jajka z lodówki. Trójka towarzyszących mi samców zaczęła sprzeczać się o chrupki, a ja zaczęłam smażyć naleśniki.
- Dla mnie pierwszy! – krzyknął Niall wyczuwając unoszący się w kuchni aromat.
- Spokojnie – uśmiechnęłam się, a do kuchni wszedł potargany, nieumyty i zaspany Louis.
- Co Ty tu robisz? – stanął jak wryty, gdy tylko mnie zobaczył.
- Obecnie naleśniki na śniadanie – spojrzał na mnie pytająco. – Spałam w gościnnym- odpowiedziałam na właściwe pytanie.
- Czemu nie u mnie?- oburzył się i przytulił mnie od tyłu. Rozkoszowałam się jego bliskością, poczułam ciepłe dreszcze, a po chwili motylki w brzuchu. Opanowałam się i odpowiedziałam.
- Waliło od Ciebie alkoholem, w sumie to dalej wali. Idź się umyć kotek – wypchnęłam go z kuchni w stronę łazienki.
- Tylko nie daj się wykorzystywać jako kucharka! Te stare capy też mają ręce – rzucił nieudolnie wchodząc po schodach.
Wróciłam do kuchni. „Stare capy” rzeczywiście mają ręce, nakryli do stołu.
- A gdzie jest Harry, tak właściwie? – zauważył Zayn.
- Chyba wymiotuje w łazience, bynajmniej to robił pół godziny temu – odpowiedziałam.

- Pójdę po niego- rzucił Niall. – czekajcie na mnie z jedzeniem! – rozkazał, a Liam odsunął widelec od ust.
Poczekaliśmy chwilę. Pierwszy zszedł Louis i usiadł na krzesełko obok mnie.
- Ładna koszulka – zauważył.
- Bo Twoja? – zaśmiałam się, a on uroczo się uśmiechnął pokazując wszystkie ząbki. W tym momencie do kuchni wpadli Harry i Niall.
- Cześć Cukiereczki – przywitał się Harry biorąc wielkiego łyka z butelki.- Wczoraj było zajebiście, no nie? – zaczął temat.
- A pamiętasz coś? – zapytał Liam.
- Nie koniecznie, ale obudziłem się we własnym łóżku, więc jest bosko – ucieszył się wpychając naleśnika do ust. Zaśmiałam się. Chyba jedyna potrafiłam normalnie jeść.


***


Byliśmy z Louisem już na mojej ulicy, gdy ten złapał mnie za rękę. Spojrzałam w jego uśmiechnięte oczka.
- Dziś mamy iść na kolejną konferencję, a pro po perfum. Niedługo pojawią się w sprzedaży. Za to jutrzejszy dzień w całości mam zarezerwowany dla Ciebie – kąciki jego ust podniosły się wyżej. Zatrzymałam się i pocałowałam go. Jego gorące wargi znów przyprawiły mnie o dreszcze.

- Czyli tak? – uśmiechnął się i znowu nasze usta się złączyły.
Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi, bo nie miałam kluczy.
- Chyba powinieneś już pójść – zauważyłam.
- Ale ja nie chcę – grymasił.- Chcę zostać z Tobą jak najdłużej- dodał delikatnie przejeżdżając opuszkami palców po moim policzku. Nasze usta powoli zbliżały ku sobie, gdy nagle otworzyły się drzwi ze zdenerwowaną rodzicielką w progu.

- Lena! Wiesz która jest godzina?! – zaczęła krzyczeć.

- Nie i mało mnie to obchodzi – burknęłam pod nosem.

- Ja się będę zbierać. Zadzwonię – powiedział speszony chłopak i  pocałował mnie w policzek.

- Do domu ale to już! – krzyknęła. No pięknie! Teraz się zacznie… pomyślałam załamana.

________________________________

Siemanko; D 

Koniec niepewności hahaha
Mam nadzieję,  że się podoba ;) Liczymy na wasza opinie w komentarzach.  Czekamy również na wasze pomysły, jeśli chodzi o dalsze losy bohaterów ;) Przypominam żeby anonimy dały się rozpoznać.

Całuje Hanikkk ♥