piątek, 29 listopada 2013

ROZDZIAŁ 33

** Oczami Miśki **

- Przepraszam - obudził mnie głos mężczyzny, który szturchał mnie w ramię. Szybko otworzyłam oczy. Okazało się, że to lekarz. Odchrząknęłam. Lena, tak jak ja zerwała się na równe nogi.
- I jak panie doktorze? Kiedy będziemy mogły się z nim spotkać? - spytała przyjaciółka pełna nadzieji. Lekarz się zamyślił. Po chwili zaczął:
- Szpik został przeszczepiony, ale niestety nie mam dobrych wieści - oświadczył poważnie. - Podczas zabiegu nastąpiły pewne komplikacje, na które nie mieliśmy wpływu, przez co serce pacjęta, jeszcze przed zakończeniem operacji przestało bić. Robiliśmy wszystko co w naszej mocy, żeby wznowić akcję serca. Niestety nie udało się. Bardzo mi przykro - w oczach Leny zaczęły zbierać się łzy. Widziałam jak traci równowagę. Powoli pomogłam jej usiąść na krześle. Mężczyzna kontynuował. - Przeszczep został wykonany za późno, o wiele za późno. Organizm pacjęta był w gorszym stanie niż zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Gdybyśmy nie podjęli się zabiegu, pozostałyby mu dwa, może trzy dni. Proszę przynieś pani coś na uspokojenie - ostatnie zdanie skierował do pielęgniarki, która cały czas stała przy jego boku. Lena nadal płakała, wtulając się we mnie. Była w totalnej rozsypce. W sumie nie dziwię jej się. Nie łatwo jest przyjać do wiadomości, że najważniejszy mężczyzna w Twoim życiu, Twój tata, który wychowywał Cię samotnie przez ponad 15 lat, tak poprostu odchodzi. Nie zaprowadzi Cię do ołtarza. Nie będzie na Twoim ślubie. Nie będzie rozpieszczał Twoich dzieci. Jednym słowem nie będzie go już w ogóle.

** Oczami Louis'a **

Nie mogłem spokojnie leżeć na tym cholernym szpitalnym łóżku. Dlaczego to tak długo trwa? Już nie nic nie boli. Czemu nie pozwolą mi wyjść? Na szczęście po chwili do mojej sali wszedł lekarz.
- I co doktorze? - zerwałem się jak poparzony ale ten tylko przecząco pokiwał głową.
- Przykro mi ... - nie czekając na nic więcej oderwałem od siebie te wszystkie duperele i wybiegłem z sali- Dokąd Pan biegnie! Nie wolno Panu! - krzyczał za mną doktor. Teraz nikt nie mógł mnie zatrzymać by pobiec do Leny.
Skierowałem się do sali operacyjnej. Schodami, tak szybciej. Szybko zauważyłem siedzącą na krześle Miśką, która tuliła do siebie roztrzęsioną dziewczyną.Wymieniłem się z blondynką spojrzeniami.
- Już dobrze kochanie. Jestem przy Tobie - przytuliłem Lenę głaszcząc ją po włosach. Ta momentalnie wtuliła się we mnie. - Jakoś wszystko się ułoży i będzie dobrze - plotłem co tylko ślina przyniosła mi na język próbując jakoś ją uspokoić.
Po chwili pielęgniarka przyniosła jakieś tabletki uspokajające. Podałem je dziewczynie, każąc popić. Przetarłem jej oczodoły, wyciągając z nich rozmazany tusz, po czym dziewczyna ponownie wtuliła się w mój tors.
Gdyby nie fakt, że moja miłość cierpi to cieszyłbym się, że wreszcie mam ją tak blisko siebie...

**Kilka dni później**

Niby wszystko dzieje się tak szybko, ale ostatnio godzina ciągnie mi się jak tanie żelki. Miśka rozmawia z Leną w jej pokoju. Kazały mi siedzieć w salonie, słuchać polskiego radia i czekać. Miała ją przekonać do zamieszkania z Londynie. Jakby nie patrzeć, po pogrzebie nic jej w Polsce już nie trzyma. Anglia daje jej możliwości rozwijania się i spełniania marzeń, ale niestety ona już tak na to nie patrzy. Z mojej zawziętej dziewczyny wyciekła cała ambicja. Upiera się, że tu jest jej miejsce i jej dom. Wydaje mi się, że to tylko wymówka, aby nie mieszkać blisko mnie. Niby na pogrzebie płakała wtulając się z moje ramiona, ale to nie daje pewności, że coś do mnie czuje.
Chciałbym wiedzieć o czym teraz rozmawiają. Siedzenie tu jest gorsze niż oddawanie szpiku. Serio. Ta niepewność jest nie do wytrzymania. Aż wstrząsnął głos z radia, który z polskim akcentem wypowiedział "ONE DIRECTION" , po chwili z głośnika zaczęły brzmieć pierwsze dźwięki "One way or another". Nie mogąc tego słuchać szybko wyłączyłem odbiornik. Siedziałem teraz w całkowitej ciszy wsłuchując się z tykanie zegarów.
Już mnie pewnie wywalili z zespołu. Ciekawe czy fani wiedzą?Nie. Na pewno nie. Paul nie odwaliłby za mnie czarnej roboty. Ale w sumie to teraz najmniej istotne.
- Lou! - usłyszałem głos z góry. Nie czekając na nic wbiegłem czym prędzej na górę.
- Tak?
- Zbieraj się. Lecimy do Londynu!- zawołała Miśka. Lena nie odzywała się.
- Naprawdę? Wszyscy razem? - zdziwiłem się uradowany.
- Tak- odpowiedziała dość ponuro brunetka.
Zabraliśmy się za pakowanie. Lena stwierdziła, że skoro już tu nie wróci, to musi zabrać wszystko co tylko się da. Tak więc upychaliśmy w walizkach ubrania, buty, zdjęcia, albumy, ręczniki, pamiątki itp. Dosłownie wszystko co się dało.

**Oczami Leny**

Nie wiem jaką klasą lecimy spoko siedzenia są na trzy osoby.  Nie ważne. Miśka zajęła miejsce przy oknie, by oglądać chmury. Nic dziwnego, nigdy wcześniej nie latała samolotem. Siedziałam w środku unikając spojrzenia Tomlinsona,
- Kochasz mnie jeszcze? - zapytał niespodziewanie.
Razem w przyjaciółką wzdrygnęłyśmy na te słowa.
- A jak myślisz? - odpowiedziałam pytaniem.
- Nie myślę zbyt dobrze...
- Widać - rzuciłam obojętnie.
- ... ale myślę, że tak. Nawet bardzo. Tylko nie mogę zrozumieć dlaczego grasz taką niedostępną. Jesteś dobrą aktorką Kiciu, ale znam Cie chyba już zbyt dobrze.
- Masz całkowitą rację ... nie myślisz zbyt dobrze - zgasiłam do jak ostatnia suka.
- Lena! - Miśka uderzyła mnie w kolano - Skończ te sceny!
- Musze do toalety- nerwowo wstałam, aby uciec od nieprzyjemnego tematu.
"Co Ty kobieto odpierdalasz? On jest Twój. Tylko Twój. Kochasz go przecież." - Hipotetyczne myśli. Miśka ma rację twierdząc, że współczuje Lou ze mną. Jestem zmienna. Wyszłam z toalety z postanowieniem przeproszenia chłopaka.
Gdy weszłam do kabiny pasażerskiej zauważyłam wielki tłum na samym środku. Przeraził mnie fakt, że nie widziałam Miśki, ani Lou. Ktoś zawołał lekarza. Szybko zbliżyłam się do tłumu, ale nic nie mogłam zobaczyć. Gdy weszła kobieta, twierdząca, że jest lekarzem natychmiast rozkazała wszystkim usiąść i zachować spokój. Dopiero wtedy zauważyłam nieprzytomnego Louisa, a nad nim przerażoną Miśkę.
- Co się stało? - wydarłam się ze złami w oczach.
- Zasłab - odpowiedziała drżącym głosem przyjaciółka.
Lekarka przepytała nas o wszystko co mogłoby dać jakąś przyczynę zasłabnięcia. W tym czasie mój Lou został przeniesiony do osobnego pomieszczenia. Po szeregu pytań dalej nie znajoma była przyczyna. Za wszelką cenę próbowałam cokolwiek logicznego wymyślić. 
- Tydzień temu oddał szpik - rzuciła nagle Michalina.- Może to jest przyczyną?
Razem z kobietą spojrzałyśmy na nią ze zdziwieniem. Ją zapewne zdziwił fakt, że po tygodniu leci samolotem, a mnie, że wgl oddał szpik.  Jak to? No tak! 22-letni mężczyzna był dawcą. Dletego nie było go kilka dni. Kurwa! Czemu wcześniej nie poskładałam tych faktów? Skąd Miśka wiedziała? Czemu ja nie wiedziałam?
Lekarka zadała przyjaciółce jakieś pytania, ta odpowiedziała. Nie słyszałam co. Widziałam jak poruszają ustami, ale nie mogłam skupić się na wypowiadanych słowach. Zaczęłam panicznie szlochać. Kazano mnie wyprowadzić. Ukucłam pod drzwiami płacząc. Jak mogłam tego nie zauważyć? Jak mogłam być dla niego taka oschła? On tak się starał: przyleciał tu, zostawił próby, oddał szpik, opatrzył mi rękę, starał się mi pomóc, chciał dobrze.
- Lena... jesteś kretynką! - syknęłam sama do siebie.




____________________________________________

Siemka! 

Jak wam się podoba ? Jednak spłodziłyśmy to inaczej niż podejrzewałyście, no ale ... musi być ten element zaskoczenia XD Myślmy realnie, nie mógł przeżyć. Smutne, ale prawdziwe.
Co do reszty to zostawiam to waszej ocenie :) 
A teraz lecę oglądać "Listy do M."

Kisski Xx ♥

13 komentarzy:

  1. świetne!
    w niektórych momentach poryczałam się

    OdpowiedzUsuń
  2. śmierci ojca Leny to ja się nie spodziewałam, ale i tak super

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział, nie spodziewałam się śmierci ojca Leny ale było realne. Misia

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdział tylko dlaczego wszyscy troje siedli do tego samolotu wiedząc,że Lou jeszcze nie może latać ? No i Lena się dowiedziała kto jest dawcą.Ciekawe czy wróci do niego tylko dlatego,że oddał szpik ? Czy z miłości do niego.Oby to drogie .Oglądałaś Listy do M ? Ja też.

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny rozdział ( jak zwykle :) )

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział ! :D
    Macie rację, nie możemy patrzeć na wszystko przez różowe okulary.
    Jakieś dramaty też muszą się rozgrywać, to nieuniknione xD
    Mimo wszystko śmierć jej ojca była strasznie przygnębiająca.
    Chociaż mogłyśmy się tego spodziewać ;P
    Co do Leny i Lou - tu również nie jest tak kolorowo.
    Rozumiem, że nasza bohaterka straciła tatę, ale jej zachowanie jest nietaktowne. Jprdl, co ja piszę -,- Chodzi mi o to, że nie powinna się tak zachowywać i tyle. Przecież kocha Louis'a, wrócenie do niego wcale nie jest 'trudne'. Chłopak tak się stara, oddał szpik, ona już o tym wie, więc powinna się ogarnąć.
    Mam nadzieję, że Tommo z tego wyjdzie. I wszystko się ułoży :)
    Na zakończenie życzę wam dużo weny i czekam na nexta ;**
    M.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nadzieje , ze Luis nie bedzie na nic chory :/
    Rozdzial - jak zwykle niesamowity ;* /M

    OdpowiedzUsuń
  8. świetne, kiedy następny rozdział ???
    plis odpisz, jestem ciekawa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli wszystko pójdzie dobrze to następny rozdział tradycyjnie w piątek wieczorem :)

      Usuń
  9. dzięki za odpowiedź, nie mogę się doczekać :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hey! Twój blog został przeze mnie nominowany do Liebster Award!
    Szczególiki na: .http://this-love-i-ll-remember-all-his-life.blogspot.com/
    Gratuluję! Boski blog. :) ♥

    OdpowiedzUsuń